Wyznania małego Hitlera

Wyznania małego Hitlera

Był sobie mały chłopiec, który przeczytał kiedyś, że nieokazywanie bólu jest oznaką odwagi. Z tego też powodu obiecał sobie, że „przy następnym laniu, ani nie piśnie”. Kiedy nastąpiła ta chwila, widząc swoją przestraszoną matkę, która stojąc w drzwiach nie reagowała, sama będąc ofiarą swojego męża, mały chłopiec wyliczał kolejne uderzenia ojca. Naliczył ich trzydzieści dwa.

Innego dnia ten sam chłopak postanowił uciec z domu. Ojciec dowiedziawszy się o tym, zamknął go w pokoju na piętrze. Chłopak stwierdził, że wymknie się nocą przez okno. Jednak okazało się ono za małe. Doszedł do wniosku, że jak się rozbierze, to może uda mu się wydostać. Usłyszał kroki ojca na schodach i szybko zasłonił się serwetą. Nagle ojciec stanął w drzwiach z batem w ręce, lecz nie użył go. Zaczął z niego drwić w obecności matki. Kpiny z jego strony mocniej dotknęły chłopaka niż „srogie lanie”. Gdy był już dorosłym mężczyzną, wyznał: „potrzebowałem wiele czasu, by przeboleć ten epizod”.

Tym chłopcem był Adolf.

 

Ludzka destruktywność

 

„Moje zasady wychowania są twarde. Słabość należy zgnieść. W warownych twierdzach mojego zakonu wyrośnie młodzież, która przerazi świat. Chcę młodzieży silnej, władczej, nieulękłej, okrutnej. Taka właśnie ma być ta młodzież. Musi znosić ból. Nie wolno jej mieć w sobie nic słabego i kruchego. Z ich oczu ma wyglądać wolna, władcza dzika bestia. Chcę młodzieży silnej i pięknej… W ten sposób będę mógł stworzyć nowy świat”.

 

Moja rodzina…

 

Moim ojcem był Alois, nieślubne dziecko Marii Schicklgruber. A że ojciec do końca pozostał nieznany przejął nazwisko po matce. Żyli w biedzie, więc Żyd u którego pracowała moja babcia wypłacał na ojca alimenty. W końcu stwierdziła, że ze względu na ich sytuację finansową nie wychowa odpowiednio syna i lepiej będzie jak Alois trafi do brata męża, Johanna Nepomuka Huttlera. Wujek był dumny z mojego ojca, bo jako jedyny  z rodziny zaszedł w swoim życiu tak bardzo daleko, dlatego chciał by przyjął nazwisko Hitler. A co takiego zrobił? Awansował i został  funkcjonariuszem urzędu celnego najwyższej rangi. Strasznie przywiązywał wagę do tego, by go należycie tytułowano. Mi też kazał mówić na siebie: „Pan Ojciec”. Nie za bardzo znałem jego historię, ponieważ kto mówi dziecku o takich rzeczach? Wiele dowiedziałem się o nim, kiedy już byłem u władzy. Ale wierzę w to co mówili, że był surowy, dokładny i pedantyczny, bo takiego go sam znałem. Nie dziwi mnie również, że znalazł się nawet w szpitalu dla psychicznie chorych, bo był chwiejny uczuciowo.

Miałem trójkę rodzeństwa. Aloisa i Angele z pierwszego małżeństwa ojca i Paulę oraz Edmunda z trzeciego małżeństwa. Wiedzieliście, że moją matką była kuzynka drugiego stopnia, młodsza o dwadzieścia trzy lata, Klara? Właśnie tego kazirodczego Miałbym jeszcze rodzeństwa, ale zmarli jedno po drugim na dyfteryt. Od razu w tym samym roku po ich śmierci urodziłem się ja, Adolf.

Jak mogła czuć się moja matka, która spełniała swoje małżeńskie obowiązki i rodziła w tak krótkich od siebie odstępach czasu dzieci, które potem tak szybko umarły? Nie wiem, ale nie miała żadnego wsparcia ojca. Tego egocentrycznego i brutalnego…

 

Piekło, które rozgrywało się w domu

 

Od małego byłem zmuszony czuć gniew i strach przed ojcem. Myślicie, że okazywał mi szacunek, liczył się z moimi potrzebami i emocjami? Phi… W moim domu wciąż wybuchały awantury. Nie mogliśmy liczyć na to, że ojciec się z nami pobawi. W ogóle się nami nie interesował. Pił, wracał późno, albo zajmował się swoim hobby jakim było pszczelarstwo. W domu stworzył rodzinną dyktaturę. Nawet matka była wobec niego pokorna… A do nas miał „twardą” rękę, codziennie czekała nas chłosta. Najgorzej traktował Aloisa juniora, prał go niemiłosiernie pejczem z hipopotama. Czemu? Bo niby nie był potulny, bo przecież to dla jego duchowego rozwoju… Raz go tak sprał, że stracił przytomność. Ja byłem na drugim miejscu. W wieku 11 lat, zostałem prawie zakatowany na śmierć, kiedy chciałem uciec z domu. No i jeszcze mój brat Edmund, najmłodszy, na którym się najbardziej mógł wyżywać… W sumie nie wiem czy nie umarł z powodu tego, że ojciec tak go pobił…

A co na to wszystko moja matka? Często widziała jak ojciec nas tłucze… Ale nie reagowała, bo sama była bita. Ojciec znęcał się nad nią po pijanemu. A wiecie jak nas przywoływał do siebie? Pstrykaniem palcami, niczym psa!

Co do mojej matki jeszcze… Niektórzy uważali, że byłem jej pupilkiem, że okazywała mi wiele miłości oraz mnie rozpieszczała, dlatego niby stałem się dorosłym żądnym podziwu i aprobaty…

Wiecie co Wam powiem:

częste spory i zwady, grubiaństwo, rezultaty te w końcu zaczynają odbijać się na dzieciach. 

 

Gdybym został malarzem…

 

Często się przeprowadzaliśmy, więc często musiałem zmieniać szkoły. Nigdy nauka nie sprawiała mi kłopotu. W szkole lubiłem podporządkowywać sobie kolegów i wygłaszać im długie przemówienia. Dopóki nie poszedł do szkoły realnej w Linzu…

Droga do niej zajmowała mi pieszo  godzinę w jedną stronę. Nie byłe już liderem w klasie, a wręcz szydzono ze mnie, że jestem „wieśniakiem”, a nie tutejszym „miastowym”. Wszyscy uważali, że moje niepowodzenia szkolne nie wynikały ze stosunków z moim ojcem a wygórowanych wymagań szkoły do jakiej chodziłem. Jednak było inaczej:

 kłopoty szkolne były aktem buntu nie tyle przeciwko nauczycielom, co przeciw ojcu, który chciał mi narzucić kim ma zostać.

A  w wieku 12 lat chciałem zostać artystą, co nie podobało się ojcu. Jednak mimo to, chętnie spędzałem czas malując, rysując czy czytając.

Po ukończeniu szkoły średniej z niezbyt dobrymi ocenami, postanowił mimo to spełnić swoje marzenie i pójść do Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu. Jednak nie zostałem przyjęty, co odbiło się na mnie wielkim rozczarowaniem. Po nieudanej próbie dostania się do szkoły, musiałem wrócić do domu, żeby zaopiekować się swoją chorą matką i młodszą siostrą. Bardzo przeżyłem śmierć matki… Po jej śmierci znów wyjechałem do Wiednia, żeby spróbować ponownie dostać się do Akademii. Jak pewnie już się domyślacie znów zakończyło się to niepowodzeniem. Doprowadziło mnie to do frustracji. Czemu innym się udało a mnie nie?

Kto wie jakby się potoczyło moje życie, gdybym został artystą? Nasze życie jest przewrotne, czasami przesądzają o nim przypadki…

Chcecie jeszcze wiedzieć skąd moja nienawiść do Żydów? Dopiero w 1938, kiedy dowiedziałem się o żydowskim pochodzeniu mojego ojca, którego nienawidziłem, Żyd stał się w moich oczach jego najgorszym objawieniem…

 

Każdy z nas był niewinnym dzieckiem… 

 

Dlatego rodzi się pytanie: jakie procesy zachodzą w psychice dziecka, które jest przez rodziców upokarzane, maltretowane a z drugiej strony nakazane mu jest szanować i kochać osobę, która się nad nim znęca, nie okazując przy tym bólu?

Wielu jest jeszcze ludzi, których  uważa, że sytuacje z dzieciństwa nie mają żadnego wpływu na dorosłość. Jednak żadne dziecko nie przychodzi na świat jako „bestia”? Za każdym złym występkiem u człowieka, kryje się jakaś jego osobista tragedia. Otóż:

ludzka destruktywność ma charakter nabyty ,nie zaś wrodzony. O tym, jakimi jesteśmy dorosłymi przesądza nasze dzieciństwo.

Jako pedagog, moim celem jest, by do każdego dziecka podchodzić empatycznie; wczuć się w jego potrzeby, zrozumieć go, a tym samym odrzucić spoglądania na niego z perspektywy dorosłego. Z punktu widzenia pedagogiki resocjalizacyjnej, nie można patrzeć na dziecko poprzez pryzmat jego zachowania i definiować je jako „złe”. Najczęściej (lub zawsze) wpływ na jego postawę ma otoczenie i osobiste przeżycia

Moim zamierzeniem nie było ”wybielanie” czynów Hitlera, bo dopuścił się on największej zbrodni na ludzkości jaką znamy! Jednak czasami warto zadać sobie pytanie: co takiego kieruje ludźmi, że mają w sobie taki przymus mordowania?

Określone środowisko w jakim dziecko się wychowuje, opiekujące się nim osoby, wywierają wpływ na jego rozwój już od pierwszych dni życia. Do prawidłowego rozwoju każde dziecko, bez wyjątku, potrzebuje szacunku i wrażliwości, uznania i akceptacji jego potrzeb oraz tolerowania jego uczuć.

Jednak jeżeli Hitlerowi okazywałoby się naprawdę tyle miłości, nie szukałby akceptacji u innych i nie dążyłby do zaspokojenia uczuć i potrzeb. Rozpieszczenie go przez matkę, niekoniecznie wiązało się z zaspokojeniem  prawdziwych jego potrzeb.

Co musiał czuć jako dziecko, kiedy matka w chwilach przemocy zastygała w bezruchu? Adolf jako mały chłopiec żył ciągle w nieustannym strachu, był zmuszony do ukrywania swoich uczuć i wypierania rzeczywistości. Dzieję się tak wtedy kiedy umysł nie chce dopuścić pewnych myśli do siebie i przenosi je na innych. W wypadku Adolfa na wszystkich zamordowanych.

Owszem, nie każde bite dziecko musi zostać przestępcą, ale z drugiej strony nie wiemy jakby wyglądał świat, gdyby dzieci nie były skazane na poniżenia. Trudno byłoby się dopuścić takich bestialskich czynów, jeśli nie znałoby się tego z dzieciństwa. Natomiast tak jak pisałam, wielu ludzi nie wykazuje empatii, poszanowania i zainteresowania sytuacją krzywdzonego dziecka, ciągle jeszcze jesteśmy skłonni do bagatelizowania dziecięcych przeżyć i ich wpływu na ich dorosłe życie.

 

 

 

Zdjęcie wyróżniające: Hitler : narodziny zła 1889-1939 / Volker Ullrich



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *