Moje pierwsze dwa tygodnie…

Moje pierwsze dwa tygodnie…

Urodziłem się 6.10…

 

Jutro już miną dwa tygodnie, kiedy jestem na tym świecie. Tatuś towarzyszył mi od razu po narodzinach, był przy mnie przez trzy godziny do czasu kiedy mogłem pójść w ramiona mamy. Oj, ile radości sprawiłem moim Rodzicom, jak oni na mnie czekali przez te dziewięć miesięcy! Czułem to i byłem bardzo spokojny.

Mamusia mimo tego, że po porodzie była wycieńczona i słaba, nie poddawała się zmęczeniu i trzymała mnie przy swojej piersi tak długo jak tylko mogła, zanim pojechałem na salę do noworodków, aby odpoczęła.

W szpitalu byliśmy przez cztery dni. Wiem, że mama ostatniego dnia już miała dosyć tej szpitalnej atmosfery i chciała iść do domu. Wiem, że płakała. Bo jak tu spokojnie się sobą nacieszyć, mieć chwilę tylko dla siebie, kiedy co chwilę przychodził jakiś lekarz czy położna?I każdy mówi mamie co innego. I jak nie badali mamę, to mnie. Czułem, że mama już chce do domu, współodczuwałem to co ona. W dzień wyjścia ze szpitala sam płakałem i byłem niespokojny.

I wiecie co? Nie ma to jak w domu. Kiedy możemy się sobą nacieszyć z rodzicami, kiedy żaden lekarz nam w tym nie przeszkadza i się nie wtrąca. Tylko ja, oni a nie te „zimne” ściany szpitala.

W domu poznałem też naszego psa, Deyne. Jeszcze nie wiem czy się polubiliśmy, ale wiem, że mnie zaakceptowała i co jakiś czas czuwa nade mną.

 

Zadziwiający świat…

 

Przez te dwa tygodnie zdążyłem już poznać wiele nowych rzeczy. Czasami mnie coś przerazi, jak na przykład niespodziewany dźwięk, czy jakieś ostre światło- wzdrygam się wtedy. Uwielbiam przyglądać się twarzom moich rodziców, choć widzę tylko w odległości 20-25cm, ale czasami kiedy mama założy okulary, dziwię się i jestem zakłopotany: „Czy to dalej moja mama?”

Najbardziej lubię zasypiać w pozycji embrionalnej, zwłaszcza u mamusi czy tatusia na brzuszku słysząc ich bijące serduszko. Zauważyłem, że lubię też dźwięk suszarki albo szumisia, a kiedy już zasnę nie przeszkadzają mi rozmowy rodziców czy odwiedzających nas gości, śpię sobie spokojnie, nawet kiedy Deynie zdarzy się zaszczekać.

Mam czasami lepsze i gorsze dni, no ale przecież jestem małym człowieczkiem, który tak jak dorośli ma swoje uczucia i potrzeby, a który przecież dopiero poznaje świat. Dlatego często mnie coś niepokoi i wtedy płaczę. Jednak są rodzice!

Teraz uczymy się siebie nawzajem, i tak już pozostanie do końca naszych dni. Wiem, że jeszcze nie raz będą się czymś stresowali, że każdy mój płacz będzie ich zastanawiał… Jednak lubię kiedy są spokojni, bo wtedy ja sam czuję się spokojny.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *