Drodzy Rodzice! Bunt dwulatka nie istnieje!

Drodzy Rodzice! Bunt dwulatka nie istnieje!

Drodzy Rodzice,

 

bardzo chcielibyście, abym był asertywny, miał swoje zdanie i sprzeciwiał się w przyszłości nałogom i złym wpływom grup.

 

Ale czy zastanawialiście się kiedyś czy robicie wszystko, żeby tak było?

 

Jeszcze jakieś 50 lat temu nie mogłem się Wam, rodzicom sprzeciwiać. Mieliśmy wyłącznie obowiązki. Nie mogłem Wam powiedzieć: „Nie teraz, chcę się pobawić”. Od razu dostałbym klapsa! Przecież sprzeciwiłem się rodzicom!  Okazałem im brak szacunku.

 

W obecnych czasach mogę swoim rodzicom powiedzieć: NIE, bo zmieniło się podejście do nas- dzieci.

 

Ale czy wiecie co oznacza, kiedy mówię do Was: „nie chcę tego”? Że właśnie odkryłem swój własny świat i od tego czasu przygotujcie się, że będę Wam się sprzeciwiał niemal codziennie.

 

 Czy ktoś to mówił o buncie dwulatka?

 

Kiedy nie będę chciał się na coś zgodzić, nie zawsze powiem Wam: NIE! Czasami będę płakać, raz odwrócę głowę, innym razem będę się denerwował i krzyczał. Przecież mam dopiero dwa lata i uczę się jak odmawiać.

 

Oczywiście, że sporym ułatwieniem byłoby dla Was, abyście zawsze od razu wiedzieli o co mi chodzi. Jednak czasami sam jestem rozdarty między moimi pragnieniami i potrzebami, i nie panuję nad tym jak to wyrazić.

 

Nie wiem czy zauważyliście, ale już jako niemowlak potrafiłem Wam odmawiać. Znając mnie, wiedzieliście jak się zachowuję kiedy już nie chcę jeść, kiedy potrzebuję spokoju. Wtedy byłem od Was całkowicie zależny.

 

Po prawie dwóch latach zależności od Was,  zaczynam uczyć się samodzielności, wyznaczam sobie coraz trudniejsze zadania do wykonania, np. ubieranie się, nalewanie sobie samemu napoju do kubeczka, zakładanie butów, mycie rączek. A Wy tylko słyszycie z mój dziecięcy głosik: „Ja sam”!

 

Ale nie rozumiem jednego: dlaczego wtedy mówi się, że przechodzę bunt dwulatka”?

 

Przecież MY- dzieci, mniej więcej w tym wieku uczymy się częściowej zależności od rodziców, co chwilę próbując po kilka razy wykonać coś w inny sposób i popełniając przy tym setki błędów.  To naturalny proces w rozwoju człowieka!

 

A co Wy rodzice  robicie często w takich sytuacjach? Złościcie się na nas, prawicie nam kazania… A my zaczynamy reagować niechęcią, uporem i naśladowaniem Waszych zachowań. Buntujemy się i nie robimy tego co nam mówicie. Uważacie wtedy, że jesteśmy nieposłuszni i niegrzeczni. 

 

Dlatego pytam: czy to nasze naturalne dążenie do nauczenia się czegoś trzeba od razu nazywać buntem?

 

To normalny proces w życiu dziecka pozwalający nam na rozwój. A to czasami Wy sami Drodzy Rodzice doprowadzacie do tzw. buntu przez Wasze oczekiwania, złość i upór.

 

Chcielibyście nas szybko okrzesać, bo uważacie, że przekraczamy Wasze granice. Natomiast  nie świadczy to o tym, że Was nie szanujemy! Jesteśmy po prostu rozdarci przez różne pragnienia. Ważne jest dla nas ich zaspokojenie i przy okazji poznanie Was. Tego co Wam się podoba a co nie. Uczymy się tego przez trzy- cztery lata życia, aby przyjąć później w pewnym sensie Wasze wartości. 

 

Nie chcemy, aby każde nasze NIEjakkolwiek jest wyrażane, miało dla Was oznaczać przyporządkowanie się naszej woli, aczkolwiek traktujcie nas z szacunkiem i godnością dla naszych granic.

 

Przedstawienie tego z perespektywy dziecka było zamierzonym celem, by łatwiej było Wam sobie wyobrazić jak czują się dzieci, kiedy przechodzą tak zwanym przez wszystkich bunt dwulatka. 

 

Rola rodziców w buncie dwulatka: co w takim razie mamy zrobić?

1.Dzieci to mali badacze, pomóżmy im na samodzielne wyciąganie wniosków, choć czasami im się to nie udaje za pierwszym razem i ciągle próbują od nowa.

 

2.Jedynie czego potrzebują to naszego zaufania, wsparcia w rozwoju czy ewentualnie zaoferowanej przez nas pomocy. Kiedy około drugiego roku życia, dzieci stają się mniej zależne od rodziców, chcą być samodzielne, powinniśmy to traktować jak prezent! Nie walczmy z tym! Dzięki temu dzieci uczą się wiele o swoich możliwościach, ograniczeniach, przyswajają nowe umiejętności i buduje się wtedy ich pewność siebie.

 

3.Akceptujmy też to, że dziecko w danej chwili chce czegoś innego niż my i sam podejmuje decyzję o współpracy z nami. Jednak kiedy ją podejmuje sam, nie ze względu na nas, jest ona dla niego bardziej znacząca dla rozwoju.

Oczywiście możemy wyręczyć nasze dziecko z jakiś czynności, jednak w przyszłości będzie nas to kosztowało więcej uwagi. Możemy również wymusić na dziecku coś za pomocą przemocy psychicznej czy fizycznej, aczkolwiek w tym wypadku w końcu zacznie w siebie wątpić, bać się nas i kar jakie na nie nakładamy.

 

Powiecie:

„No dobra, a co jeśli widzimy, że dziecku się nie udaje ubrać butów? Co jeśli bardzo się spieszymy?”

Zaproponujcie dziecku pomoc, wierzcie mi, że jeżeli zwrócicie się z spokojem do dziecka mówiąc np.:

„Widzę, że chcesz sam założyć buty, jeśli jednak będziesz potrzebował pomocy to możesz na mnie liczyć i mnie o nią poprosić”.

Takie rozwiązanie sytuacji zawsze skutkuje spokojem i współpracą rodzic-dziecko. Może na początku będzie to długo trwało, ale dziecko nauczy się decydować kiedy potrzebuje naszej pomocy i będzie potrafiło o nią prosić. Kolejne takie sytuacje będą przebiegać szybciej i w atmosferze wzajemnego szacunku.

 

A co w sytuacji kryzysowej? Kiedy dziecko chce nagle wbiec na ulicę?

5. Tutaj nie ma wątpliwości- my rodzice musimy zapewnić dziecku bezpieczeństwo! Chwytamy dziecko, ale nie aż tak, żeby miało siniaki na rękach. Potem rozmawiamy z nim o zaistniałej sytuacji, pozwalamy mu na wyrażenie złości (bo na pewno się pojawi, w końcu nie pozwolono mu na to co chciał) i wystarczy, że powiemy: „Chcę, żebyś był bezpieczny, nie wypuszczę Cię na ulicę”. Odpuśćmy w takich sytuacjach jakąkolwiek agresję słowną czy czynną wobec dziecka. To my tutaj jesteśmy dorosłymi, mamy więcej doświadczenia pod tym względem i to my powinniśmy czuwać nad bezpieczeństwem dziecka. A kiedy „wyżywamy się” na dziecku, usprawiedliwiamy jeszcze sobie swoje zachowanie jego dobrem.

 

6. Miejmy również świadomość, że im bardziej będziemy krytykować nasze dziecko, tym bardziej ta nauka przeciągnie się w czasie. Bo czy my dorośli, kiedy wmawia nam się np. w pracy, jacy to nie jesteśmy źli, nie czujemy się wtedy głupsi? Nie spada nam wtedy chęć do nauki czy robienia czegokolwiek? 

 

Rodzicu- bądź przykładem!

 

Dobrze jest więc, abyśmy rodzice byli przykładem dla dziecka w asertywnej postawie w stosunkach z ludźmi. Jeżeli my będziemy dbali o swoją integralność i szanowali również integralność innych, nasze dzieci też takie będą i nie trzeba będzie im tego specjalnie tłumaczyć. Pozwólmy im w relacjach rodzinnych mówić NIE, traktujmy to poważnie, dbajmy o to. Jeżeli będziemy to szanować, tylko wtedy będą mogły nauczyć się dbać o swoje potrzeby i granice bez poczucia winy i wstydu.

 

Oczywiście pięknie by było, gdyby dziecko godziło się na wszystko czego od niego wymagamy, ale liczmy się z tym, że

jeżeli dzięki nam nauczy się mówienia TAK samemu sobie, to w przyszłości nie będzie miało problemów z uległością i manipulacją w kontaktach z kolegami.

 

 

 



6 thoughts on “Drodzy Rodzice! Bunt dwulatka nie istnieje!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *